Ewangelia odczytywana w trzecią niedziele wielkanocną otwiera nasze oczy na złudzenia. Pewnie gdyby Bóg nam się ukazał, wszystko byłoby super. Nic bardziej mylnego. Złudzenie pryska już przy spojrzeniu na reakcję apostołów na widok Jezusa Zmartwychwstałego.
Oni sądzili, że ducha widzą. Nie dowierzali zmartwychwstaniu, do tego stopnia, że przestali wierzyć własnym oczom. Byli przekonani, że przed nimi stoi zjawa, duch. Zobaczenie Jezusa nie doprowadziło ich do natychmiastowej wiary. Nawet gdy ktoś wstanie z grobu, nie wzbudzi to autentycznej wiary. Trzeba czegoś więcej.
W swych sercach żywili wątpliwość. Jezus zwraca się do nich z zarzutem. Pyta, skąd te wątpliwości. Przecież inni opowiadali im o spotkaniu z Jezusem w drodze do Emaus, nie było to żadną nowością. Ktoś już Jezusa widział po zmartwychwstaniu. Teraz oni Go widzą, ale mimo to w sercach ciągle nie dowierzają, są wątpliwości.
Niewiara! Jezus pokazał im Swoje ręce i nogi, ślady po gwoździach. Zachęcił do dotknięcia, ale gdy wiąż nie dowierzali, poprosił o coś do jedzenia. Zjadł w ich obecności rybę. Dopiero w ten sposób przekonał ich, że nie jest duchem. Wiele czasu Jezusowi zajęło przekonywanie uczniów. Nie dziwi mnie, że dziś jest tylu niewierzących.
Perykopa ewangeliczna Łk 24, 35-48 otwiera nasze oczy na mechanizm niewiary. Można być świadkiem spektakularnych wydarzeń, rozmawiać z Jezusem, dotykać Go i tak pozostać niewierzącym. Jak dostrzegamy, wiara nie rodzi się automatycznie. Trzeba czegoś więcej. Decyzji? Pragnienia? Dobrej woli? Czego brakowało apostołom a czego brakuje mnie?
Ciąg dalszy o o. Wenantym:
Parę dni po tamtych wydarzeniach, niespokojnych rozmowach Józef Katarzyniec opuścił rodzinny dom. Około 15 sierpnia 1908 roku przekroczył furtę Lwowskiego klasztoru. Wówczas rozpoczął ośmiodniowe rekolekcje, po których 22 sierpnia 1908r. Został przyjęty na nowicjat. Tutaj po raz pierwszy spotkał się z Rajmundem Kolbe (późniejszym św. Maksymilianem). Trzy dni po przyjęciu do nowicjatu został obleczony w habit franciszkański i otrzymał imię Wenanty. Prowadził notatki z konferencji, przeczytanych książek, rekolekcji i własnych przeżyć. Nie ominęły go również przeróżne pokusy, ciemności duchowe i trudności. Jednak one przeminęły wiosną 1909 roku. Pierwsze śluby złożył w dniu w którym zakończył nowicjat – 26 września 1909 roku. Później wyjechał do Krakowa, by tu przygotowywać się do ślubów wieczystych i święceń kapłańskich
z darem modlitwy
br. Piotrek

Komentarze
Prześlij komentarz