Dobrze jest nam znane uczucie lęku i zagrożenia, gdy uświadomimy sobie popełniony grzech. Boimy się, że ktoś się dowie o naszym występku i nas ukarze. Boimy się potępienia z zewnątrz. Nie byłoby tak gdybyśmy wcześniej już nie zostali skarceni, takie potępienie – może nie do końca świadome – nie zostało wobec nas skierowane. Co by było gdyby...? Jeżeli uczeni w Piśmie oraz faryzeusze to nie tylko jakieś tam postacie z zewnątrz, ale raczej nieświadoma część nas samych? Co wtedy?
Nikt z nas nie jest bez grzechu, każdy z nas kogoś, kiedyś potępił. Jako ludzie jesteśmy do tego zdolni i to często czynimy. Czy potrafimy współczuć, wybaczyć drugiemu? Faryzeusz widzi tylko jedno rozwiązanie – potępić, czyli odciąć i wyrzucić. Dosłownie: ukamienować – zabić. Jezus nie po to przyszedł by nas zabijać. Przyszedł aby ożywiać. Podnieść, zaprosić do nowego życia. Jezus podnosi cudzołożną kobietę i daje jej nowe życie.
A co Ty robisz, gdy widzisz, że Twój bliźni grzeszy?
z darem modlitwy, br. Piotr

Komentarze
Prześlij komentarz